Czy można zalegalizować pieniądze z przestępstwa?
Art. 299 k.k. i granice kryminalizacji prania wartości majątkowych
Odpowiedź na pytanie postawione w tytule jest krótka: nie da się. Każda czynność podjęta wobec wartości majątkowych pochodzących z czynu zabronionego — ich przyjęcie, posiadanie, użycie, transfer, konwersja, a nawet samo przechowywanie — może stanowić realizację znamion przestępstwa z art. 299 § 1 Kodeksu karnego. Przepis ten został skonstruowany tak szeroko, że obejmuje praktycznie każde rozporządzenie „brudnymi” wartościami majątkowymi. A jednak — jak przyznał sam Sąd Najwyższy — nie każde takie rozporządzenie uzasadnia odpowiedzialność karną. Gdzieś przebiega granica. Problem w tym, że nikt nie potrafi jej precyzyjnie wyznaczyć.
Konstrukcja art. 299 § 1 k.k. opiera się na założeniu, które można określić mianem nieodwracalnego stygmatu przestępnego pochodzenia. Wartości majątkowe, które powstały w wyniku czynu zabronionego lub zostały z nim powiązane jako korzyści, nie tracą tego przymiotu ani wskutek wielokrotnych przetworzeń, ani wskutek upływu czasu. Sąd Najwyższy w uchwale stanowiącej zasadę prawną z 18.12.2013 r. (I KZP 19/13) wprost wskazał, że sformułowanie „pochodzące z korzyści związanych z popełnieniem czynu zabronionego” podkreśla „dowolną liczbę przetworzeń, jaka może zachodzić w odniesieniu do praw i rzeczy pochodzących bezpośrednio z czynu zabronionego”. Innymi słowy: pieniądze skradzione, zainwestowane w nieruchomość, sprzedaną z zyskiem, zamienioną na obligacje, spieniężoną i wpłaconą na rachunek bankowy — na każdym etapie tej kaskady pozostają „brudne” w rozumieniu art. 299 k.k. Żadna liczba transakcji pośrednich nie „wybiela” ich statusu. Podobnie upływ czasu: depenalizacja czynu bazowego zdekompletowuje wprawdzie znamiona przestępstwa prania pieniędzy (tak SA we Wrocławiu w wyr. z 24.7.2019 r., II AKa 1/19), lecz przedawnienie karalności czynu bazowego nie ma znaczenia — wartości majątkowe nadal „pochodzą” z czynu zabronionego, nawet jeśli ściganie tego czynu nie jest już możliwe (por. SA we Wrocławiu z 7.3.2016 r., II AKa 242/15; SA w Katowicach z 2.3.2023 r., II AKa 208/22). Stygmat nie jest funkcją czasu. Jest funkcją genezy.
Gdyby jednak potraktować tę logikę z bezwzględną konsekwencją, doprowadziłaby ona do wniosku, który powinien dać do myślenia każdemu prawnikowi — a tym bardziej ustawodawcy. Badania naukowe prowadzone od ponad trzech dekad w Stanach Zjednoczonych, Europie i Ameryce Południowej wykazują bowiem, że od 85% do 95% banknotów dolarowych w obiegu nosi na sobie wykrywalne ślady kokainy (Y. Zuo, University of Massachusetts Dartmouth, 2009 — badanie 234 banknotów z 17 miast USA; relacja CNN). W Waszyngtonie odsetek ten sięga 95%. Badanie Thomas Jefferson University z 2024 r. potwierdziło, że kokaina występuje na praktycznie wszystkich jednodolarowych banknotach pobranych z 13 amerykańskich miast, a fentanyl — na 63% z nich (MedicalXpress, 2024). W Europie sytuacja jest analogiczna: w zachodniej Irlandii 100% przebadanych banknotów euro wykazało obecność kokainy (Drugs.ie), w Londynie — ponad 99%, w Niemczech — około 90% banknotów w zaledwie siedem miesięcy po wprowadzeniu euro (ABC Science, 2003). Przegląd systematyczny opublikowany w European Journal of Public Health (2017) potwierdza, że w zależności od metody analitycznej i lokalizacji odsetek banknotów pozytywnych na kokainę waha się od 2,5% do 100%, przy stężeniach od 0,09 ng do 889 µg na banknot (Troiano et al., Eur J Public Health, 2017). Jeżeli zatem każdy banknot noszący ślady narkotyku można domniemywać jako pochodzący z korzyści związanych z popełnieniem czynu zabronionego, to konsekwentne zastosowanie logiki art. 299 k.k. prowadziłoby do penalizacji obrotu gotówkowego jako takiego. Oczywiście nikt poważny takiej tezy nie formułuje — i słusznie. Ale fakt, że nie jest ona formułowana, sam w sobie dowodzi, że gdzieś istnieje próg, poniżej którego powiązanie wartości majątkowej z czynem zabronionym staje się zbyt odległe, zbyt spekulatywne lub zbyt nieistotne z punktu widzenia chronionych dóbr prawnych, aby uzasadniać odpowiedzialność karną. Problem art. 299 k.k. polega na tym, że przepis ten progu tego nie wyznacza — ani wprost, ani przez odesłanie. Próg ten wyznacza dopiero orzecznictwo, ad casum, bez czytelnych kryteriów generalnych.
Szerokość zakresu kryminalizacji art. 299 § 1 k.k.
Artykuł 299 § 1 k.k. jest jednym z najobszerniejszych przepisów części szczególnej Kodeksu karnego. Wymienia dziesięć nazwanych czynności sprawczych — od przyjęcia, przez posiadanie, używanie, przekazywanie, wywóz za granicę, ukrywanie, transfer, konwersję, aż po pomoc do przenoszenia własności lub posiadania — i zamyka je klauzulą dopełniającą: „podejmuje inne czynności, które mogą udaremnić lub znacznie utrudnić stwierdzenie ich przestępnego pochodzenia lub miejsca umieszczenia, ich wykrycie, zajęcie albo orzeczenie przepadku”.
Katalog przedmiotów wykonawczych jest równie szeroki: środki płatnicze, instrumenty finansowe, papiery wartościowe, wartości dewizowe, prawa majątkowe, inne mienie ruchome oraz nieruchomości. W praktyce obejmuje to każdy składnik majątkowy, który da się wyrazić w pieniądzu.
Co istotne, przestępstwo z art. 299 § 1 k.k. ma charakter bezskutkowy (formalny) — dla jego dokonania nie jest wymagane, aby czynność sprawcy rzeczywiście udaremniła lub utrudniła identyfikację nielegalnych wartości majątkowych. Wystarczy, że mogła taki skutek wywołać. Jak trafnie wskazał Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyroku z 2.12.2015 r. (II AKa 226/15), „możliwym jest, że sprawca podejmuje opisane w hipotezie przepisu art. 299 § 1 KK zachowania, które okazały się — z przestępczego punktu widzenia — «nieskuteczne»“, a mimo to wyczerpują znamiona czynu zabronionego.
Kto może być sprawcą — zasada prawna z 2013 roku
Do 2013 roku istniała niepewność, czy sprawcą prania pieniędzy może być ta sama osoba, która popełniła przestępstwo źródłowe (tzw. bazowe). Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów rozstrzygnął tę kwestię uchwałą stanowiącą zasadę prawną z 18.12.2013 r. (I KZP 19/13, OSNKW 2014, Nr 1, poz. 1), przesądzając, że „sprawcą przestępstwa określonego w art. 299 § 1 KK może być również sprawca czynu zabronionego, z którego popełnieniem związana jest korzyść stanowiąca przedmiot czynności wykonawczej”.
Ta sama uchwała rozstrzygnęła drugą sporną kwestię — czy przedmiotem prania mogą być wartości majątkowe pochodzące bezpośrednio z czynu zabronionego, czy tylko takie, które przeszły co najmniej jedno „przetworzenie”. Sąd Najwyższy opowiedział się za szeroką wykładnią: przedmiotem czynności wykonawczej mogą być wartości majątkowe „pochodzące bezpośrednio lub pośrednio z popełnienia czynu zabronionego”.
W konsekwencji — sprawca, który kradnie pieniądze i następnie dokonuje jakiejkolwiek czynności mającej ukryć ich pochodzenie, popełnia dwa przestępstwa: kradzież i pranie pieniędzy. Linia orzecznicza potwierdzająca tę zasadę jest jednolita — od wyroku SA w Lublinie z 1.9.2015 r. (II AKa 120/15), przez wyrok SA w Gdańsku z 27.12.2016 r. (II AKa 163/16), aż po najnowszy wyrok SA w Warszawie z 29.1.2025 r. (II AKa 270/22).
Paradoks: czy każdy przestępca automatycznie pierze pieniądze?
Szerokość art. 299 § 1 k.k., połączona z zasadą prawną z 2013 roku, rodzi pytanie, które najcelniej sformułował J. Skorupka: czy przyjęcie, że przedmiotem prania mogą być wartości majątkowe pochodzące bezpośrednio z czynu zabronionego, nie prowadzi do wniosku, że „sprawcą przestępstwa prania brudnych pieniędzy byłby każdy, kto w wyniku popełnienia jakiegokolwiek czynu zabronionego odniósł korzyść majątkową, a następnie nią rozporządził”? Na przykład — każda forma zadysponowania środkami płatniczymi pochodzącymi z kradzieży przez osobę, która jej dokonała, stanowiłaby pranie pieniędzy.
Sąd Najwyższy dostrzegł ten problem. W uzasadnieniu zasady prawnej z 18.12.2013 r. zastrzegł, że „nie sposób uznać, by każde rozporządzenie korzyścią pochodzącą także bezpośrednio z zabronionego czynu źródłowego mogło zostać uznane za realizujące dyspozycję art. 299 § 1 KK”. I dalej: „z pewnością więc można powiedzieć, że zachowania niezagrażające choćby w minimalnym stopniu dobrom prawnym leżącym u podstaw kryminalizacji omawianego czynu w ogóle nie uzasadniają odpowiedzialności za przestępstwo określone w art. 299 § 1 KK”.
Problem w tym — jak trafnie zasygnalizował J. Giezek w glosie do tej uchwały — że „uzasadnienie powołanej uchwały nie określa czytelnych kryteriów pozwalających na rozgraniczenie zachowania wyczerpującego znamiona art. 299 § 1 KK od takich rozporządzeń owocami przestępstwa, które się w nim nie mieszczą”. Sąd Najwyższy wyznaczył granicę, ale nie powiedział, gdzie ona przebiega.
Spór o okoliczność modalną — uchwała z 2015 roku
Kolejnym krokiem rozszerzającym zakres kryminalizacji była uchwała SN(7) z 24.6.2015 r. (I KZP 5/15, OSNKW 2015, Nr 7, poz. 55). Sąd Najwyższy przesądził w niej, że zamieszczona na końcu art. 299 § 1 k.k. okoliczność modalna — wymagająca, aby zachowanie sprawcy „mogło udaremnić lub znacznie utrudnić” stwierdzenie przestępnego pochodzenia wartości majątkowych — odnosi się wyłącznie do „innych czynności”, nie zaś do czynności nazwanych (przyjęcie, posiadanie, przekazanie, transfer itd.).
Konsekwencja tej wykładni jest daleko idąca: przyjęcie, posiadanie czy używanie wartości majątkowych pochodzących z czynu zabronionego jest karalne samo w sobie, niezależnie od tego, czy zachowanie sprawcy stwarzało jakiekolwiek zagrożenie dla dóbr prawnych chronionych art. 299 k.k.
Stanowisko to spotkało się z krytyką części doktryny. R. Zawłocki i M. Gałęski (w: M. Królikowski, R. Zawłocki, Kodeks karny. Komentarz, t. III, wyd. 5, 2024) wskazują, że przy takiej wykładni „wskazane konkretnie czynności sprawcze stają się karalne w istocie nie z uwagi na zagrożenie dla jakiegokolwiek dobra karnoprawnego, lecz wyłącznie na zasadzie ryzyka”. Autorzy ci reprezentują pogląd, że wszystkie czynności sprawcze wskazane w art. 299 § 1 k.k. muszą być interpretowane w ścisłym powiązaniu z okolicznością modalną — a więc że każde z nazwanych zachowań musi móc udaremnić lub utrudnić identyfikację nielegalnych wartości majątkowych, aby stanowiło przestępstwo.
Spór ten nie jest akademicki. Rozstrzyga o tym, czy osoba posiadająca w portfelu banknot, o którym wie, że pochodzi z przestępstwa — ale niepodejmująca żadnych czynności mających ukryć jego pochodzenie — popełnia przestępstwo z art. 299 § 1 k.k.
Czynność sprawcza nie może być tożsama z przestępstwem bazowym
Orzecznictwo wypracowało jedno czytelne ograniczenie: czynności sprawcze przestępstwa z art. 299 § 1 k.k. nie mogą być tożsame z czynnościami, za pomocą których zostało dokonane przestępstwo bazowe. Jak wskazał Sąd Apelacyjny w Białymstoku w wyroku z 24.10.2016 r. (II AKa 40/16): „Sprawca dokonując na przykład przywłaszczenia lub wyłudzenia mienia nie dopuszcza się jednocześnie przestępstwa prania brudnych pieniędzy. Czynu zabronionego z art. 299 § 1 KK można dopuścić się dopiero po dokonaniu przestępstwa, w wyniku którego uzyskano korzyść majątkową”.
Zasada ta ma szczególne znaczenie w sprawach oszustw dokonywanych za pośrednictwem rachunków bankowych. SA we Wrocławiu w wyroku z 18.4.2018 r. (II AKa 22/18) wyjaśnił, że wpłynięcie środków pokrzywdzonych na konta fikcyjnych firm stanowi końcowy etap oszustwa (przestępstwa bazowego), natomiast „praniem pieniędzy” będą dopiero czynności podejmowane po tym momencie — w stosunku do środków już znajdujących się na kontach.
Granica ta jest logiczna, ale nie zawsze łatwa do zastosowania. Sąd Najwyższy w wyroku z 28.2.2023 r. (V KK 629/21) zakwestionował stanowisko sądu niższej instancji, który uznał udostępnienie rachunku bankowego dla przyjmowania wpłat od dłużników z tytułu wierzytelności objętych cesjami za końcowy etap przestępstwa nadużycia zaufania (art. 296 k.k.), dopatrując się w tym zachowaniu możliwości wyczerpania znamion prania pieniędzy.
Trzeci etap prania nie jest penalizowany
Warto pamiętać o okoliczności, która w dyskusji o zakresie art. 299 k.k. jest niekiedy pomijana. W literaturze kryminologicznej wyróżnia się trzy etapy prania pieniędzy: (1) lokowanie — fizyczne pozbycie się środków, (2) nawarstwianie — obrót środkami w celu ukrycia ich pochodzenia, (3) legitymizację — uzyskanie świadectwa legalnego pochodzenia. Jak wskazują J. Potulski i A. Golonka (w: R.A. Stefański (red.), Kodeks karny. Komentarz, wyd. 28, 2025, art. 299), trzeci z tych etapów — sama legitymizacja — nie jest na poziomie art. 299 k.k. penalizowany.
To obserwacja paradoksalna na tle tytułu niniejszego artykułu: gdyby komuś udało się skutecznie przejść przez dwa pierwsze etapy — lokowanie i nawarstwianie — sam moment „zalegalizowania” środków, czyli uzyskania pozorów ich legalnego pochodzenia, nie stanowiłby odrębnego czynu zabronionego. Oczywiście wcześniejsze czynności lokowania i nawarstwiania wyczerpałyby już znamiona art. 299 § 1 k.k. — co do tego nie ma wątpliwości.
Perspektywa światowa: te same pytania, te same trudności
Paradoks polskiego art. 299 k.k. nie jest fenomenem lokalnym. Każdy system prawny, który przyjął międzynarodowy model kryminalizacji prania pieniędzy, zmaga się z identycznym problemem: jak daleko sięga stygmat przestępnego pochodzenia?
Fundament traktatowy stanowi Konwencja z Palermo (2000), która definiuje „dochody z przestępstwa” jako mienie uzyskane „bezpośrednio lub pośrednio” w wyniku popełnienia przestępstwa. To właśnie z tego sformułowania wyrasta doktryna nieodwracalnego skażenia — przyjęta następnie przez Rekomendację 3 FATF, która wymaga kryminalizacji prania pieniędzy w odniesieniu do wszystkich poważnych przestępstw źródłowych, bez wymogu uprzedniego skazania za przestępstwo bazowe. Co istotne, Basel AML Index wskazuje, że średnia globalna skuteczność systemów przeciwdziałania praniu pieniędzy wynosi zaledwie 28% — a skuteczność ścigania i sankcji zajmuje ostatnie miejsce wśród wszystkich mierzonych parametrów.
Prawo porównawcze ujawnia trzy modele rozwiązania problemu progu karalności. W Stanach Zjednoczonych federalny 18 U.S.C. § 1956 wymaga wykazania, że celem transakcji — nie tylko jej skutkiem — było ukrycie pochodzenia środków. W Regalado Cuellar v. United States, 553 U.S. 550 (2008), Sąd Najwyższy USA jednogłośnie orzekł, że samo fizyczne ukrycie gotówki przy transporcie (zawinięcie w folię przed przekroczeniem granicy) nie spełnia znamion prania pieniędzy — konieczny jest zamiar ukrycia „niematerialnych atrybutów środków, które ujawniają ich nielegalne pochodzenie”. W Wielkiej Brytanii Proceeds of Crime Act 2002 operuje pojęciem „criminal property” i wymaga jedynie wiedzy lub podejrzenia o przestępnym pochodzeniu — w sprawie R v Anwoir potwierdzono, że nie jest konieczne udowodnienie konkretnego przestępstwa bazowego. Niemcy w marcu 2021 r. zreformowały § 261 StGB, zastępując katalog przestępstw źródłowych modelem „all-crimes” — i co szczególnie istotne, wprowadzając odpowiedzialność za nieumyślne pranie pieniędzy. Polska takiej odpowiedzialności nie przewiduje.
Wielkie sprawy ilustrują skalę zjawiska i ograniczenia systemu ścigania. Wachovia Bank w latach 2004–2007 umożliwił meksykańskim kartelom narkotykowym wypranie 378,4 miliarda dolarów — równowartości jednej trzeciej rocznego PKB Meksyku — przez nieadekwatne kontrole AML w domach wymiany walut (casas de cambio). W ramach ugody z 2010 r. bank zapłacił jedynie 160 milionów dolarów i uniknął skazania. HSBC w 2012 r. zapłacił rekordowe 1,92 miliarda dolarów za umożliwienie kartelowi Sinaloa przepuszczenia co najmniej 881 milionów dolarów przez swoje amerykańskie spółki zależne — a śledztwo ICIJ ujawniło, że bank przetwarzał podejrzane transakcje już po zawarciu ugody. Estoński oddział Danske Bank w latach 2007–2015 obsłużył 200 miliardów euro podejrzanych transakcji z rosyjskich i postradzieckich źródeł — afera zakończyła się przyznaniem się banku do winy w USA i karą 2 miliardów dolarów.
Z drugiej strony, Panama Papers — 11,5 miliona dokumentów ujawniających globalną infrastrukturę ukrywania dochodów z przestępstw — zakończyły się w czerwcu 2024 r. uniewinnieniem wszystkich 28 oskarżonych, w tym samych założycieli Mossack Fonseca. Sędzia uznał, że dowody nie zostały zebrane zgodnie z wymogami panamerykańskiego procesu karnego. Złożoność struktur korporacyjnych, które umożliwiają pranie pieniędzy, jednocześnie uniemożliwia udowodnienie indywidualnej świadomości i zamiaru.
Najnowszym przykładem skutecznego ścigania jest sprawa brytyjska z marca 2025 r.: czterej mężczyźni zostali skazani w Leeds Crown Court na kary od 10 do 11 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności za udział w operacji prania 266 milionów funtów — dowodząc, że rygorystyczne ściganie prania pośredniego jest możliwe, gdy łańcuch dowodowy od przestępstwa bazowego do oskarżonych zostanie skrupulatnie udokumentowany.
Gdzie przebiega granica?
Synteza orzecznictwa Sądu Najwyższego, stanowisk doktryny i doświadczeń porównawczych prowadzi do następujących wniosków.
Po pierwsze, zakres kryminalizacji art. 299 § 1 k.k. jest ekstremalnie szeroki. Obejmuje zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie korzyści z czynu zabronionego, zarówno sprawcę przestępstwa bazowego, jak i osoby trzecie, zarówno czynności nazwane, jak i nienazwane.
Po drugie, Sąd Najwyższy uznał, że nie każde rozporządzenie korzyścią z przestępstwa realizuje znamiona prania pieniędzy. Musi istnieć choćby minimalne zagrożenie dla dóbr prawnych chronionych art. 299 k.k. — prawidłowego funkcjonowania obrotu finansowego, interesów majątkowych pokrzywdzonych przestępstwem bazowym i wymiaru sprawiedliwości.
Po trzecie, granica ta nie daje się wyznaczyć w sposób abstrakcyjny i generalny. Jest rekonstruowana ad casum — w odniesieniu do konkretnego zachowania sprawcy, jego kontekstu i potencjalnego wpływu na chronione dobra prawne. Okoliczność, że po określonej — bliżej nieokreślonej — liczbie przetworzeń, transferów i konwersji, środki majątkowe tracą rozpoznawalny związek z czynem zabronionym, nie oznacza ich „zalegalizowania”. Oznacza jedynie, że kolejne operacje mogą — w konkretnych okolicznościach — nie stwarzać już zagrożenia dla dóbr chronionych przepisem.
Po czwarte, praktyczna konsekwencja jest taka, że ryzyko karne towarzyszące każdemu rozporządzeniu wartościami majątkowymi o przestępnym pochodzeniu jest bardzo wysokie. Samo posiadanie — po nowelizacji z 2015 r. explicite wymienione wśród czynności sprawczych — jest karalne. Samo używanie jest karalne. Transfer jest karalny. Próba „zalegalizowania” środków jest sama w sobie czynnością sprawczą prania pieniędzy. I to niezależnie od tego, czy sprawca dokonuje tego profesjonalnie w złożonej strukturze korporacyjnej, czy amatorsko — wpłacając gotówkę na rachunek bankowy.
Wnioski
Pytanie „jak zalegalizować pieniądze z przestępstwa?” ma walor dydaktyczny — odpowiedź na nie pokazuje logikę karnoprawnego systemu zwalczania prania pieniędzy. System ten opiera się na założeniu, że wartości majątkowe o przestępnym pochodzeniu noszą swoisty „stygmat nielegalności”, którego nie da się usunąć żadną czynnością prawną ani faktyczną. Każda kolejna operacja mająca ten stygmat ukryć lub rozmyć jest sama w sobie przestępstwem.
Jednocześnie nie jest tak, że absolutnie każde rozporządzenie — nawet najbardziej banalne — uzasadnia odpowiedzialność karną. Sąd Najwyższy zakreślił granicę, choć uczynił to w sposób, który J. Giezek trafnie określił jako pozbawiony „czytelnych kryteriów”. Granica ta istnieje, ale jest wyznaczana in concreto, z uwzględnieniem stopnia zagrożenia dla chronionych dóbr prawnych. Jest to zapewne wada legislacyjna — wynikająca, jak wskazują R. Zawłocki i M. Gałęski, z tego, że art. 299 k.k. „od samego początku, co do systemowego umiejscowienia, konstrukcji i treści, był istotnie ułomny”.
Do czasu reformy legislacyjnej, która tę ułomność usunie, odpowiedź na pytanie z tytułu pozostaje jednoznaczna: pieniędzy z przestępstwa zalegalizować się nie da. Można jedynie zwiększyć liczbę popełnionych przestępstw.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.